O rozmowie z dziećmi

Jak traktować poważnie problemy dzieci, które w naszym mniemaniu – mniemaniu dorosłych, są tak małe i nieistotne? Doskonale wiemy, że ukłucie igłą nie boli tak jak upadek z wysokiej drabiny, a zabrana przez kogoś zabawka, po rozmowie z nim, może zostać nam oddana. Ale to są nasze doświadczenia. Doświadczenia ludzi dorosłych, których bagaż mamy o wiele większy niż dzieci. Na co dzień jednak o tym zapominamy. Może nawet zdajemy sobie z tego sprawę, ale w natłoku codziennych zajęć i obowiązków nie mamy ani czasu, ani ochoty na roztkliwianie się nad tymi pozornie małymi problemami.

„Przestań płakać, to nie boli!”, „Uspokój się, nie ma się czego bać!”, „Po czym jesteś taki zmęczony? Przecież nic takiego nie robiłeś!”. Mówimy to po to, aby jak najszybciej zjeść śniadanie, zabrać dzieci do przedszkola, czy położyć spać. Wyrażenia te wypowiadamy najczęściej z agresją, irytacją czy niecierpliwością w głosie. Atak powoduje oczywiście kontratak i w ten sposób rodzice i dzieci zaczynają być do siebie wrogo nastawieni. Dlaczego? Nie pozwalamy dzieciom czuć tego co czują, a na dodatek nie pozwalamy im mówić o swoich odczuciach. Wszystkie te wyrażenia zaprzeczają odczuciom dziecka. A przecież my sami irytujemy się, gdy rozmawiamy z osobą, która nie akceptuje naszych uczuć. Kiedy mamy problem chcemy być wysłuchani, chcemy, aby ktoś nas zrozumiał. Niejednokrotnie, nie potrzebujemy opinii innych, ale empatii płynącej od drugiego człowieka. Z dziećmi jest tak samo. Nie potrzebują one osądzenia, ale zrozumienia wobec przebytych doświadczeń. „Rozumiem, że cię to boli”, „Musiałeś się bardzo wystraszyć!”, „Przydałaby ci się krótka przerwa”. Zadziwiające, jak takie krótkie komunikaty mogą zmienić zachowanie dziecka. O wiele lepiej jest zaakceptować złe samopoczucie dziecka, niż je ignorować. Kiedy dziecko czuje, że rodzic jest przyjaźnie nastawionym partnerem, a nie wrogiem, łatwiej i chętniej z nim współpracuje.

Aby zachęcić dziecko do współpracy:

Określ uczucia dziecka. Jeżeli dziecko domaga się czegoś, czego nie może otrzymać, zwykle tłumaczymy logicznie, że tego nie mamy. Często okazuje się jednak, że im usilniej tłumaczymy, tym dzieci mocniej protestują. Dużo ważniejsza od naszego „dorosłego” wytłumaczenia jest nasza postawa w stosunku do dziecka. Musimy postarać się zrozumieć co dziecko mówi i co czuje. W ten sposób uczymy też nasze dzieci słownictwa, określającego ich wewnętrzną rzeczywistość, potrzeby i uczucia. „Wygląda na to, że jesteś wściekły”, „Musiało to być dla ciebie przykre, „Widzę, że jesteś bardzo zdenerwowany, że nie możesz grać na komputerze”. Zdania te brzmią, według nas, bardzo nienaturalnie, jednak okazuje się, że zdania tego typu dają dziecku poczucie zadowolenia i zrozumienia, a przez to wyzwalają w nim siłę do samodzielnego przezwyciężania problemów. Dziecko przekonuje się, że jego problemy są dla nas ważne i zrozumiałe, dlatego czuje się równym partnerem w rozmowie z rodzicem.

Opisz co widzisz, aby w ten sposób dać dziecku czas na zastanowienie się nad tym, co się stało i poradzenie sobie z rozwiązaniem. Dobrze jest używać formy bezosobowej, gdyż forma „ty” powoduje u dzieci poczucie winy i chęć kontrataku. „Znowu rozlałeś sok! Nie możesz usiedzieć spokojnie przy obiedzie? Więcej nie dostaniesz soku!”. Zamiast osądzać i karać, opisz problem: „Sok jest rozlany. Potrzebna jest ścierka”.

Udziel informacji o zaistniałym problemie: „Twoja malutka siostrzyczka może wziąć do buzi klocki, jeśli po zabawie nie są schowane do pudełka. To byłoby dla niej niebezpieczne”. Ważne jest, aby nie osądzać dziecka, stosując formę osobową „ty”: „Nie potrafisz po sobie posprzątać?”, „Zawsze zostawiasz bałagan”.

Powiedz to jednym słowem. Oszczędza to nasz czas, płuca i nudne wyjaśnienia. Zamiast uciążliwych rozkazów: „Czy ty nie słyszysz, co do ciebie mówię? Miałeś posprzątać, a zamiast tego oglądasz telewizję!”. Po jakimś czasie dziecko nie słucha już, co do niego mówimy, a na dodatek, słysząc pretensje, myśli sobie: „Znowu na mnie krzyczy. Ciągle robię coś źle”. Dajmy dziecku szansę i czas, aby wykazały swoją inicjatywę i inteligencję: „klocki”. Kiedy dziecko słyszy krótkie i konkretne wyrażenie, zmusza go to do myślenia: „Co z tymi klockami? Aha, miałem posprzątać, ale zapomniałem. Już idę”.

Porozmawiaj o swoich uczuciach. Nie możemy zapominać, że my – dorośli również mamy prawo być wściekli, zmęczeni, niecierpliwi. Dajmy szansę dzieciom na zrozumienie naszego samopoczucia poprzez komunikat: „Jestem teraz zdenerwowana, lepiej przyjdź z tym do mnie po obiedzie”, „Miałam napiętą sytuację w pracy, muszę wziąć kąpiel, żeby się trochę zrelaksować. Po kąpieli poczytam ci bajkę”. Kiedy dzieci widzą, że ich uczucia są szanowane, prawdopodobnie będą również szanować uczucia dorosłych.

Nie śpiesz się z dawaniem odpowiedzi. Dziecko potrzebuje czasu, żeby rozeznać własne myśli. Kiedy więc zadaje nam pytanie, pozwólmy mu samemu dojść do odpowiedzi. Na pytanie: „Dlaczego muszę zostać w przedszkolu?”, „Dlaczego muszę myć zęby?” odpowiedz neutralnym pytaniem: „Zastanów się nad tym. Dlaczego musisz zostać w przedszkolu?” albo „To pytanie dotyczące higieny osobistej. Jak myślisz, dlaczego musisz myć zęby?”.

Podsumowując, w komunikacji dorosłych z dziećmi często wystarczy opisanie widocznego problemu, pojedyncze słowa, które wyrażą naszą aprobatę w stosunku do uczuć dziecka, która jest poszanowaniem jego godności. Należy kłaść duży nacisk na takie nawiązanie współpracy z dziećmi i ich swobodę w radzeniu sobie z zaistniałą sytuacją, aby rodzic był partnerem, czasami podsuwającym pewne rozwiązania, a nie bezustannie krytykującym przeciwnikiem.

 

Na podstawie książki: Faber Adele, Mazlish Elaine, Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały, Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły, tłum. Więznowska Mariola, Poznań, „Media Rodzina of Poznań, Inc.” 1993,  ISBN 83-85594-01-9.